Francis Bacon

 

Urodził się w roku 1909 w Dublinie, ale nie ma w jego żyłach krwi irlandzkiej. Jego ojciec, potomek elżbietańskiego filozofa, był trenerem wyścigowych koni i młody Francis pracował u niego na fermie. Do szkoły niewiele chodził, książek nie czytał, o malarstwie nic nigdy w dzieciństwie nie słyszał. Jako młody chłopak Francis Bacon nagle porzucił dom i rodzinę, by powędrować do Niemiec i Francji. Jakiś czas mieszkał w Berlinie, gdzie po raz pierwszy spotkał się z wielkomiejskim zepsuciem, które zawsze w jakiś sposób z jego obrazów emanuje. Potem Paryż, gdzie zarabiał jako dekorator wnętrz. Pod koniec lat dwudziestych osiedlił się w Londynie i zdobył sobie nawet nazwisko, projektując meble i dywany, w których widać wpływ Bauhausu. Nigdy jednak nie zamierzał pozostać dekoratorem, choć malować zaczął bardzo późno i malował z przerwami. W okresie wojny światowej właściwie nie malował. Bacon zresztą zawsze wypiera się wszystkiego, co robił za młodu, twierdząc, że nie miało to w ogóle żadnej wartości. „Zacząłem malować dopiero w roku 1944, od tryptyku Eumenidy, znajdującego się dziś w Tate Gallery". Są to koszmarne chimery cielistego koloru na pomarańczowym tle i, jak twierdzi Bacon, tryptyk ten miał być predellą do Ukrzyżowania, którego nigdy nie namalował. Obrazy te znamionuje zastanawiające okrucieństwo, które odtąd stało się charakterystyczną cechą jego malarstwa.

Tak więc można powiedzieć, że jako artysta Bacon urodził się w wieku trzydziestu pięciu lat. Konsekwentnie spalił bezlitośnie wszystkie swoje wcześniejsze obrazy, które tylko dostały się w jego ręce. Chciał rozpocząć od nowa, ponieważ znalazł siebie. Jego malarstwo jest tak bardzo osobiste i indywidualne, że liczne próby naśladowania go przez malarzy o zupełnie innej psychice kończą się opłakaną karykaturą, chociaż oczywiście Bacon, jak każdy wielki artysta, może innych natchnąć i pomóc w szukaniu własnej drogi, wskazując nową, nieprzeczuwaną prawdę o rzeczywistości.

Po Eumenidach Bacon w krótkich odstępach czasu namalował kilka płócien wywołujących jeszcze większe zaniepokojenie. Eumenidy, choć straszliwe, są oczywistą fantazją. Natomiast późniejsze obrazy pokazywały człowieka, zdawałoby się normalnego zjadacza chleba, który jednak w jakiś sposób wykraczał poza to, co przyzwyczailiśmy się akceptować jako ludzkie. Godzimy się z łatwością na fantazję chociażby najstraszniejszą, bo wiemy, że to fantazja. Ale ludzie Bacona to my sami. W malarstwie jego najbardziej przerażająca jest nie fantazja, ale realizm. Człowiek Bacona, często z otwartą jak do krzyku paszczęką, albo zamknięty w białe linie jak gdyby w szklaną klatkę, jest człowiekiem zobaczonym na nowo, człowiekiem odartym z wszelkich konwencjonalnych obsłonek. Jest podpatrzony jak przez dziurkę od klucza w samotnej swojej egzystencji, pozbawiony celu, przypadkowy, niepojęty w swoich przeżyciach i wieloznacznych gestach, opanowany pasjami, do których nie chcemy się przyznać, rozpaczliwie wyobcowany ze społeczeństwa ludzi normalnych i zdrowych psychicznie.

Bo to, że Bacon jest człowiekiem mniej więcej normalnym tylko dlatego, że w swojej sztuce wyrzuca z siebie dławiące go kompleksy. Ale jest to również malarz o niezwykłym talencie. Stawia sobie ogromne wymagania i niszczy maniacko wszystkie swe obrazy, które jego zdaniem są niedostatecznie udane. A niszczenie lub zamalowywanie nie przychodzi mu z trudem, bo  nie znosi swoich obrazów. Nawet trudno mu się nie dziwić . Są odpychające. Otacza je jakiś klimat rozkładu i demoralizacji. Wszystkie są pozbawione urody, a nawet jak mówią niechętni mu krytycy źle malowane. Technicznie rzecz biorąc, obraz ten wygląda jakby machnięty na jednym posiedzeniu, w szalonym pośpiechu, aby nie uronić nic z nastroju przez zajmowanie się rzeczami, które by mogły wejść niejako pomiędzy malarza a widza. Ale  czy Baconowi chodzi o opinie widza? Maluje dlatego, że musi, i dlatego, że gdyby nie malował, jego nerwy nie wytrzymałyby wewnętrznego napięcia.

Filozoficzne podstawy malarstwa Bacona są pesymistyczne. Jego powszechne dziś juz uznanie i powodzenie zdają się dowodzić, że w poprzednim stuleciu racjonalizm zbankrutował ostatecznie i tylko ci artyści reprezentują prawdziwie naszą epokę, którzy dają wyraz irracjonalnym siłom i podświadomym impulsom, jakich ofiarą padamy na każdym kroku.

Jeśli chodzi o formalne cechy omawianego obrazu, to zwrócić należy uwagę na wyjątkowo trafny stosunek koloru postaci do koloru płowej areny. Postacie te stanowią integralną część terenu, a równocześnie są jego widoczną erupcją. Formy są nieokreślone, ale dostatecznie realne, aby dręczyć nas swoją wieloznacznością. Plamy czerwone jak krwawe bandaże rozrzucone są dokoła. Czy to jest akt seksualny, czy morderstwo? Nie wiadomo…

Malarz zmarł 28 kwietnia 1992 roku w Madrycie. Bacon był homoseksualistą. W 1964 związał się z George’em Dyerem. Jak twierdził, poznał go, gdy ten włamywał się do jego mieszkania. W 1998 powstał film biograficzny Love Is the Devil – Szkic do portretu Francisa Bacona, ukazujący barwne życie malarza. W 2013 jego obraz  Trzy studia do portretu Luciana Freuda został na aukcji domu aukcyjnego Christie’s sprzedany za kwotę 142 mln dolarów, będącą najwyższą ceną dzieła sztuki nabytego na aukcji.

 

Zródło: "Od Hugartha do Bacona" Marek Żuławski

Foto: theredlist.com, artchive.com, artuk.org, francis-bacon.com