Tendencja zerowa

 

Jeśli się mówi o różnych formach sprzeciwu na końca lat pięćdziesiątych wobec dominującej tendencji antyintelektualnych, wypowiedzi artystycznych o charakterze abstrakcyjnego impresjonizmu, jak taszyzm i action painting. Wymienia się zazwyczaj z jednej strony pop-art, z drugiej - nurt geometrii i wizualizmu, (do których na obecną chwilę zbieram informacje, ale już wiem że…) do tego pierwszego były wszelkie typy akcji podnoszących rzeczywistość do rangi sztuki, np happening. Ten drugi - był i pozostał wyrazem tęsknot do powiązania sztuki ze współczesną nauką i techniką, do wydobywania efektów przestrzeni, ruchu, światła i koloru, ekscytujących wyobraźnię i zmuszających do myślenia. Obok dwóch tych wymienionych, istniała trzecia jeszcze, bardziej niż tamte wąska i elitarna tendencja, równie silnie przeciwstawiająca się niepohamowanej emocjonalności sztuki informel. Nie przeciwstawiała się jej wszakże z punktu widzenia na nowo odkrytego przedmiotu, jak pop-art, ani zafascynowaniem naukami ścisłymi i techniką z ich nowymi osiągnięciami, jak wizualizm.  Ale z potrzeby skupienia, odizolowania i kontemplacji.

 

 

 

Najtrafniejsza dla tej szczególnej tendencji jest stosowana niekiedy nazwa tendencji zerowej. Sztuka bowiem spod jej znaku zmierza do skrajnego ograniczenia środków plastycznych, do pustych, nie zakłóconych płaszczyzn czy przestrzeni, do swoistej ascezy, a niekiedy totalnego wyciszenia, tak w sensie formy, jak barw.

 

 

 

Do tego nurtu działań należały w Europie niebieskie, czerwone i złote obrazy czy błękitne i białe strefy wrażliwości lvesa Kleina albo jednobarwne i tylko skaleczone przebiciem lub przecięciem płótna Lucio Fontany, w Stanach Zjednoczonych zaś jednolite, monochromatyczne dzieła malarskie Ada Reinhardta czy zdyscyplinowane, poetyckie obrazy Marka Rothko, a potem z kręgu hard-edgie wielkimi formatami i oszczędne w środkach płaszczyzny obrazów Barnetta Newmana lub Kennetha Nolanda. Ten rodzaj sztuki, kierujący się maksymą „im mniej - tym więcej”, wyjątkowo trafną w czasach niezmordowanego pośpiechu, natłoku i zgiełku współczesnej cywilizacji, w wielu przypadkach wywodził się istotnie ze skłonności mistyczno-medytacyjnych twórców i ich świadomych dążeń do oddziaływania w ten właśnie sposób na widzów. Czasem liryczno-poetyckie, a niekiedy oschłe i chłodne pola obrazowe, sprawiające wrażenie pustych ekranów lub przestrzeni emanujących światłem i barwą, wciągały widza w obszar nieznany, skłaniając do rozważań nad najbardziej ogólnymi problemami, jak nieskończoność i natura wszechświata czy zagadka życia i śmierci, albo zniewalając patrzącego do projekcji myśli, tęsknot i marzeń na ich niczym nie niepokojonych, opustoszałych płaszczyzny.

Znamienne, że ten rodzaj działań, choć narodziny mniej więcej w tym samym czasie, co pop-art, okazał się od niego nieporównanie trwalszy. Gdy ten ostatni pod koniec lat sześćdziesiątych stał się formacją historyczną - tendencja zerowa rozwinęła się w nową, kolejną formę wypowiedzi artystycznej: minimal-art. Ale o nim już innym razem…

 

 

 

Źródło: Kowalska B "Od impresjonizmu do konceptualizmu . Odkrycia sztuki"

Foto:widewalls.ch, magazynsztuki.pl, tate.org.uk, forbes.pl, poulwebb.blogspot.com, WikiArt